Zapraszamy do lektury!

(strona 1) " Honoriusz Balzac   DRUGIE STUDIUM KOBIETY   Tłum. Tadeusz Żeleński-Boy W Paryż u bal czy raut składa się właściwie z dwóch wieczorów. Najpierw wieczór oficjalny, w którym biorą udział osoby zaproszone,..."

(strona 2) " Przyczyna tego jest bardzo prosta: jeś li mało kto dziś wydaje kolacje, to dlatego, że nigdy, pod żadnym rządem nie było mniej ludzi ustalonych, usytuowanych, spokojnych niż pod panowaniem Ludwika Filipa, w którym rewolucja zaczęła..."

(strona 3) " Wszystko tam jest; w jednym s łowie: duch i myśl. Nigdy nie byłem tak silnie pod urokiem daru słowa, umiejętnego, celowego, które stanowi siłę aktora czy opowiadacza. Nie ja jeden byłem wrażliwy na tyle czarów; spędziliśmy wszyscy..."

(strona 4) " nikarzem. Podziwiał de Marsaya bez owej domieszki kwasu, który w Paryżu służy inteligentnemu człowiekowi za usprawiedliwienie, że podziwia drugiego człowieka. — Czy w twoim dawniejszym życiu był jaki fakt, myśl, pragnienie, które..."

(strona 5) " - Nie chciał zostać na kolacji - rzekła pani de Sérisy. - Od pół roku pogrążony w tej miłości, a nieświadom, że namiętność moja jest tak silna, oddawałem się owemu cudownemu bałwochwalstwu, które jest triumfem, a zarazem..."

(strona 6) " wiać się i chwalić, i pozować na wzgardzonego kochanka, wszystkie te stare sztuczki niewarte są jednej, polegającej na tym, aby udawać miłość dla osoby obojętnej, a obojętność dla prawdziwego bóstwa. Jeśli para kochanków puści..."

(strona 7) " Murzyn czy Metys zdolny jest zachowa ć się w ten sposób. Szekspir czuł to zresztą doskonale, skoro dał sztuce tytuł  „Murzyn wenecki". Widok ukochanej kobiety jest czymś tak błogim, że musi rozproszyć ból, zwątpienie,..."

(strona 8) " — Przechodząc z iście piekielną inteligencją sposoby, w jakie można się zemścić na kobiecie — ciągnął de Marsay — (a przy takiej miłości jak nasza istniały sposoby straszliwe, nie do zagojenia) gardziłem sobą, wydawałem..."

(strona 9) " margerytki, nawet kiedy si ę jest w salonie i kiedy nie ma margerytek)... W największym paroksyzmie uczuć, kiedy dwoje ludzi najbardziej się kocha, miłość ma tak silne poczucie swej nietrwałości, iż czujemy niezwyciężoną potrzebę..."

(strona 10) " Już znalazła, jak widzicie, furtkę. W tego rodzaju scenach przysłówek jest rzeczą bardzo niebezpieczną. Ale, na szczęście, przez ciekawość dodała: — I co zobaczyłeś? Czy widywałeś kiedy księcia inaczej niż publicznie? Czyś..."

(strona 11) " - Jestem bardzo smutna, moje dziecko. Kochasz mnie? - Och, tak. - I cóż się z tobą stanie? (Tu wszystkie kobiety wymieniły spojrzenie). Jeżeli cierpiałem jeszcze, przypominając sobie jej zdradę, śmieję się  jeszcze z tego..."

(strona 12) " — Czy księżna pani — odparłem przybierając pokorną postawę  — będzie pamiętała obrazę Szarloty? — Z pewnością  — odrzekła cierpko. — Zatem nienawidzi mnie pani? Skinęła głową, ja zaś pomyślałem sobie:..."

(strona 13) " gazeciarza, zwali ła przepychy społeczne - rzekł hrabia de Vandenesse. - Dziś lada chłystek, który umie przyzwoicie nosić głowę na karku, okryć potężną męską pierś niby pancerzem paru łokciami atłasu, wznieść czoło, na..."

(strona 14) " s t w a. Dzi ś monarchowie nie mają już wielkich dam, które by mogli skompromitować; nie mogą nawet dać blasku kobiecie wziętej z byle kąd. Książę de Bourbon jest ostatni, który posłużył się tym przywilejem. — I sam Bóg wie,..."

(strona 15) " pierwszy rzut oka na ni ą jest niby przedmowa do pięknej książki; zapowiada cały świat delikatnych i subtelnych wrażeń. Jak botanik wędrujący przez góry i doliny za swymi ziołami, tak i pan, wśród pospolitości Paryża, spotkałeś..."

(strona 16) " Indii, gdzie rozkwitają najegzotyczniejsze wytwory przemysłu, aż do przylądka Św. Magdaleny: w najschludniejszych strefach mieszczaństwa, między 30 a 150 numerem ulicy Faubourg-Saint-Honoré. W zimie lub terasę des Feuillants i chętnie..."

(strona 17) " balu. Wó wczas jawi się pod tak odmienną postacią, iż rzekłbyś: dwa zupełnie różne stworzenia. Kobieta wyszła ze swych tajemniczych szat niby motyl z jedwabistej larwy. Podaje jak smakołyk twoim zachwyconym oczom kształty, których..."

(strona 18) " czczą wymową, której umie dać pozór myśli za pomocą niepochwytnej sztuki. — Aby być kobietą z towarzystwa, trzeba inteligencji? — spytał polski hrabia. — Nie podobna nią być, nie mając dużo smaku — rzekła pani..."

(strona 19) " jeń . U siebie żadna kobieta z towarzystwa — kiedy przyjmuje — nie jest widzialna przed czwartą. Jest na tyle sprytna, aby zawsze kazać ci czekać. Znajdziesz w jej domu wszystko w dobrym smaku; zbytek jej jest rzeczą codzienną,..."

(strona 20) " wiem kran ze stereotypowymi frazesami, minkami i gestami wspó lnymi wszystkim tym-kobietom: „Och! fe! Sądziłam, że pan jest zbyt inteligentny na to, aby się rzucać na religię! Społeczeństwo się wali, a pan mu usuwa jego podporę...."

(strona 21) " mezzo termine, najpodejrzańszych kompromisów, strzeżonych pozorów, lawirujących zręcznie sekretnych miłostek.. Boi się służby jak Angielka, która zawsze jest pod grozą procesu o cudzołóstwo. Ta kobieta, tak swobodna na balu, tak..."

(strona 22) " — Och, darujcie to Napoleonowi — rzekł Canalis z przesadnym gestem — to była jedna z jego małostek, że był zazdrosny o talent literacki: bo on miał swoje małostki. Kto zdoła kiedy wytłumaczyć, odmalować lub zrozumieć..."

(strona 23) " — Arbitralność i sprawiedliwość, wedle okoliczności: prawdziwy król! — rzekł de Marsay. — Co za przyjemność trawić słuchając was — rzekł baron de Nucingen. — Ba! czy pan myśli, że to, co my panu dajemy, to byle co?..."

(strona 24) " w Paryż u tysiąc kobiet, które z pewnością piszą lepiej od niej, a nie wydają swoich listów. Czy kobieta francuska nazywa się kobietą z towarzystwa czy wielką damą, zawsze będzie kobietą w każdym calu. Blondet odmalował nam powaby..."

(strona 25) " byli nad Berezynę , w armii — jak wam wiadomo — nie było już dyscypliny, subordynacja znikła. Była to kupa ludzi wszelkich narodowości, ciągnących instynktownie z północy na południe. Żołnierze pędzili precz od ognia generała w..."

(strona 26) " tret puł kownika Oudet, pióra Karola Nodier, w każdym z jego wytwornych zdań odnalazłem własne wrażenia. Był to Włoch, jak większość oficerów w jego pułku, wypożyczony przez cesarza z armii księcia Eugeniusza , człowiek dobrego..."

(strona 27) " strome zbocze, po drugiej las. W poł owie drogi spotykamy się z drugim pułkiem artylerii, przed którym jechał pułkownik. Pułkownik każe się cofnąć naszemu kapitanowi, jadącemu na czele pierwszej baterii. Oczywiście kapitan odmawia;..."

(strona 28) " szlachcica, wyraż ała jakąś kpiącą dobroduszność, o ile wolno łączyć te dwa słowa. Ten człowiek odważny, wykształcony zdawał się nie wiedzieć o stosunkach, jakie łączyły jego żonę i pułkownika blisko od trzech lat...."

(strona 29) " — To nie ty jesteś winien, to ja! — odparł zimno. Ułożyliśmy się w izbie i niebawem spaliśmy głębokim snem. Nazajutrz każdy nie budząc sąsiada, nie szukając towarzysza podróży puszcza się samopas w drogę z owym egoizmem,..."

(strona 30) " rają cej. Zapalenie płuc w ostatnim stadium nie zostawiało żadnej nadziei; w wilię przyjęła sakramenty. Książę zasnął. Księżna, obudziwszy się koło czwartej rano, dała mi ze wzruszającym swą dobrocią uśmiechem znak, abym..."

(strona 31) " — Niech pan opowie, panie Bianchon!... — błagano ze wszystkich stron. Skoro doktor uczynił gest zgody, zapanowało milczenie. — O jakie sto kroków od Vendôme, nad brzegami rzeki Loir — rzekł  — znajduje się stary, ciemny..."

(strona 32) " cy, ujrzelibyście wielką bramę zaokrągloną od góry, w której dzieciaki okoliczne porobiły pełno dziur. Dowiedziałem się później, że brama ta nie otwiera się od dziesięciu lat. Przez te otwory moglibyście stwierdzić harmonię..."

(strona 33) " kó w. Raz był to dom trędowatych, to znów dom Atrydów; ale zwłaszcza była to prowincja z ciasnotą swoich horyzontów, ze swym życiem wedle klepsydry. Często płakałem tam — nie śmiałem się nigdy. Nieraz odczuwałem mimowolny lęk,..."

(strona 34) " — Chwileczkę  — rzekł podnosząc rękę, jakby mi chciał nakazać milczenie. — Niech pan pozwoli. Dowiedziałem się, że pan zachodzi czasem do ogrodu w Grande Breteche. — Tak, w istocie. — Chwileczkę  — dodał..."

(strona 35) " otworzył ją, poczęstował mnie tabaką, kiedy zaś odmówiłem, sam wziął sporą szczyptę. Był szczęśliwy! Człowiek, który nie ma swego konika, nie zna całej sumy szczęścia, jaką można wyciągnąć z życia. Konik to złoty..."

(strona 36) " kogo, pani mieszkał a na parterze, pan na pierwszym piętrze. Kiedy hrabina została sama, nie pokazywała się nigdzie prócz w kościele. Później u siebie w zamku nie przyjmowała nikogo. W chwili gdy opuściła Grande Breteche, aby..."

(strona 37) " mansu. Był o w tym coś lodowatego, więcej powiem, pogrzebowego — dodał podnosząc rękę teatralnym gestem i czyniąc pauzę. — Wreszcie — podjął  — zbliżywszy się do łóżka ujrzałem panią de Merret, i to dzięki..."

(strona 38) " mniejszego szmeru, a to, co by pan powiedział , mogłoby ją rozdrażnić. Siadłem. W chwilę później pani de Merret zebrała resztki sił, aby podnieść prawą rękę, włożyła ją z trudem pod poduszkę, trzymała ją tak chwilę, po..."

(strona 39) " prześ cieradło, boję się  jej b ł yszcz ą cych oczu, będzie mi się  śniła w nocy. Ale pan musiał zapewne wysnuć jakieś domysły co do życzeń objętych tym szczególnym testamentem? — Panie — odparł z komiczną..."

(strona 40) " — Moja dobra pani Lepas — rzekłem w końcu — mam wrażenie, że pani wie coś więcej o tej sprawie. Co? Inaczej po co by pani tu przyszła? — Ależ słowo uczciwej kobiety, jak prawda, że się nazywam Lepasowa... — Niech się..."

(strona 41) " kształ ceniem i niezdolny zdradzić biednej kobiety, która nigdy nie ukrzywdziła nikogo, a którą przecie dręczą wyrzuty sumienia). Dotąd nie odważyłam się zwierzyć nikomu z tutejszych, to wszystko gaduły, złe języki... A dotychczas..."

(strona 42) " ś ciele klękał o dwa kroki (zauważyliśmy to później) od kaplicy pani de Merret. Ponieważ obrał to miejsce od pierwszego razu, kiedy zaszedł do kościoła, nikt nie myślał, aby to było umyślnie. Zresztą, biedny chłopczyna ani nosa..."

(strona 43) " nie taki krucyfiks, któ rego później już u niego nie widziałam. A teraz, prawda, proszę pana, że ja nie mam co mieć wyrzutów o tych piętnaście tysięcy franków i że one są sumiennie moje? — Oczywiście. Ale czy pani nie..."

(strona 44) " — Och, nie zbraknie mi chłopców, kiedy mi przyjdzie ochota szukać guza! — odrzekła śmiejąc się. Opanowała szybko wzruszenie; wszystkie kobiety, od wielkiej damy do pomywaczki, mają ową sobie tylko właściwą zimną krew. —..."

(strona 45) " — Jeżeli to panu "wszystko jedno, wolę już pańską własną rzetelność. Poprawiła chusteczkę na głowie i przybrała odpowiednią pozę; istnieje bowiem niewątpliwie poza wyrażająca ufność, niezbędną przy opowiadaniu...."

(strona 46) " Zamiast zawoł ać Rozalię, która w tej chwili była w kuchni i przyglądała się partyjce kucharki z woźnicą, pan de Merret skierował się do pokoju żony przy blasku latarki, którą postawił na schodach. Krok jego, nietrudny do..."

(strona 47) " — Jeśli nie znajdziesz nikogo, pomyśl, że wszystko między nami skończone! Niewysłowiona godność bijąca z twarzy żony wróciła szlachcicowi głęboką cześć dla niej i natchnęła go jednym z owych postanowień, którym brak tylko..."

(strona 48) " mi. Postaraj się , aby nie budził nikogo; obsypię go dostatkiem ponad wasze marzenia. Tylko ani słowa nikomu, bo inaczej... Tu zmarszczył brew. Rozalia pobiegła, odwołał ją. — Weź mój klucz — rzekł. — Janie! — krzyknął w..."

(strona 49) " głę bokie milczenie o wszystkim, co będziesz tu robił tej nocy. Co się ciebie tyczy, Rozalio, dam ci dziesięć tysięcy franków, które ci wyliczę w dzień  ślubu pod warunkiem, że zaślubisz Gorenflota, ale jeśli się chcecie..."

(strona 50) " — Motykę! Motykę! I do roboty! Widziałam, jak Gorenflot robił wczoraj, będziemy miały czas zrobić dziurę i znowu ją zatkać! W mgnieniu oka Rozalia przyniosła swej pani narzędzie; z żywością, której nic nie zdołałoby..."

© 2010 www.simplecars.pl